fbpx

Najlepszy sposób ulokowania pieniędzy, czyli Jak inwestować w siebie?

Wiele osób ma tendencję do usprawiedliwiania bezsensownych wydatków „inwestycją w siebie”. Szkoda, bo inwestowanie w swoją wiedzę, projekty czy biznes daje wielokrotnie wyższe stopy zwrotu niż np. inwestycje na giełdzie. Jak więc robić to dobrze? Właśnie o tym jest ten wpis.

Gdy pod koniec roku dostałem pewną propozycję wystąpienia z wykładem, dla studentów, od razu zacząłem szukać odpowiedniej formuły i myśli przewodniej. Co będzie najlepszą inwestycją dla studenta z kapitałem max. kilku tysięcy złotych? Akcje? Obligacje? A może maszynka do waty cukrowej? Szczerze wątpię. W większości przypadków jakie znam, w tym również w moim, najlepsze efekty dały świadome i przemyślane inwestycje we własną wiedzę i pomysły.

Sprawa, choć wydaje się prosta, wcale taka nie jest. Mimo, że nie trzeba robić analizy fundamentalnej, czy liczyć zmodyfikowanego duration to odpowiednie wydanie pieniędzy i uzyskanie pożądanej stopy zwrotu wymaga dokonania przemyślanego wyboru. W tym wpisie znajdziesz odpowiedź na najważniejsze pytania związane z wyborem odpowiednich inwestycji, ryzykiem i liczeniem zysków z odbytych szkoleń czy uzyskanych certyfikatów.

Dlaczego warto świadomie inwestować w siebie?

Czy potrafisz odpowiedzieć sobie całkiem szczerze na to pytanie? Ja dość długo miałem z tym problem. Pytałem sam siebie po co ludzie kończą szkolenia pełne banałów czy płacą olbrzymie pieniądze za certyfikaty, które nie są wymagane do wykonywania zawodu? Później dorosłem i zacząłem dostrzegać dokształcanie się i realizowanie swoich pasji daje znakomite efekty finansowe. Istnieją przynajmniej dwa powody, dlaczego tak jest:

  1. Podnoszenie kwalifikacji zwiększa szanse awansu zawodowego – może to banał, ale tak właśnie jest. Awans zawodowy to również uzyskiwanie większych zysków we własnym biznesie, czy możliwość zmiany branży na lepiej płatną.
  2. Czysta głowa to większa wydajność – samorealizacja nie bez powodu jest najwyższą potrzebą w piramidzie Maslowa. Pracownik wypoczęty i spełniony jest bardziej wydajny od kogoś rezygnuje z pasji w ramach pogoni za niewiadomo czym.

Niestety istnieje pewien haczyk. Mianowicie czasem ciężko stwierdzić co przekłada się na wartość naszej pracy, a co nie. O ile certyfikat finansowy czy szkolenie z copywritingu w miarę łatwo przeliczyć na korzyści finansowe, tak obóz żeglarski czy inspirująca podróż do Tajlandii już nie. A tak naprawdę jedno i drugie ma na nas pozytywny wpływ i jestem skłonny zaliczyć obie kategorie wydatków do inwestycji. Jak więc odróżnić inwestycje od „inwestycji”?

Moja rada: zastanów się kiedy ostatnio w znaczący sposób poszerzyłeś wiedzę w swojej dziedzinie? Jaka wiedza z książki/kursu/studiów przydała Ci się w pracy lub w życiu?

Jak inwestować w siebie?

Rodzajów inwestycji we własną wartość jest tyle ile ludzi na ziemi. Są jednak takie rzeczy, na których raczej nie wtopisz. Oczywiście pod warunkiem, że podejdziesz do nich rzetelnie i wybierzesz je świadomie.

  1. Studia – najlepsza rzecz jaka może Ci się przytrafić w karierze zawodowej. Jestem bliski stwierdzenia, że nie ważne jaki kierunek kończysz – jeśli studiujesz z pasją i przekonaniem oraz chcesz poszerzać swoją wiedzę, prędzej czy później będziesz w elicie swojej branży. Mój przykład: gdyby nie studia, nie byłoby tego bloga i mojej firmy.
  2. Kursy i szkolenia – coś czego długo nie doceniałem. Nie każda wiedza jest darmowa, a już na pewno nie każda jest łatwa do przyswojenia w formie poradników czy książek. Ukończenie dobrego, kilkugodzinnego szkolenia, zastąpi Ci grzebanie w książkach przez tydzień. Mój przykład: gdyby nie szkolenie z RODO z byłym inspektorem GIODO, prawdopodobnie otrzymywałbym dziś 3x więcej spamu i nie poradziłbym sobie z niezbędną dokumentacją.
  3. Certyfikaty branżowe i językowe – co prawda jeszcze nie zrobiłem żadnego certyfikatu branżowego, ale zamierzam to jak najszybciej nadrobić. Proces certyfikacji często wymaga bowiem uporządkowania wiedzy nie tylko w zakresie zagadnienia którego dotyczy, ale i procedur. A te naprawdę zwiększają wydajność!
  4. Sprzęt do pracy – myślisz, że jeśli nie potrzebujesz ogromnej mocy obliczeniowej to możesz pracować na kalkulatorze zasilanym ziemniakiem? Pewnie, że tak, ale wydajny i ergonomiczny sprzęt znacząco ułatwia zadanie. Sam sobie się dziwiłem jak przesiadka na Macbooka Pro zmieniła moją pracę.
  5. Oprogramowanie i ekosystem – jak wyżej. Dobre oprogramowanie często ma swoje darmowe zamienniki, ale ukrytym kosztem jest strata czasu i nerwy. Mój przykład: Przesiadka na szablon DIVI, dzięki któremu zaprojektowałem większość stron w 2018 roku, o czym wspomniałem w podsumowaniu 2018r.

Moja rada: Jeśli już wiesz co Ci się ostatnio przydało, zastanów się czego Ci brakuje? Czy jest to wiedza? Sprzęt? Doświadczenie?

Powyższe rzeczy możesz kupić za pieniądze i prawdopodobnie przy którejś wypłacie po podwyżce wyjdziesz na plus. Musisz jednak pamiętać, że oprócz pieniędzy możesz inwestować swój czas. A są takie rzeczy, którym warto go poświęcać.

  1. Spotkania i konferencje – przez jakiś czas nie ruszałem się poza Katowice i Kraków, aż w końcu wybrałem się do Poznania na Blog Conference i poznałem masę wartościowych ludzi, którzy podsunęli mi jeszcze więcej ciekawych pomysłów. Szacuję, że na tego typu imprezach zdobyłem przynajmniej połowę swoich klientów.
  2. Wolontariat – coś co zazwyczaj daje solidny wpis co CV i jest świetną okazją do zdobycia nowych znajomości. Form wolontariatu i organizacji jest mnóstwo i na pewno znajdziesz coś dla siebie. Mój przykład: Co roku pomagam organizować parafialne zawody szachowe.
  3. Czytanie – w tej kwestii trochę jestem hipokrytą, bo czytam za mało, zwłaszcza literatury pięknej, ale czytanie bezsprzecznie poszerza horyzonty. Nawet jeśli lektura 50 twarzy Greya nie ma bezpośredniego wpływu na wynik Twojej rekrutacji na stanowisko doradcy klienta korporacyjnego, to zapewniam Cię, że przeczytanie 10, 20, 50 czy 100 książek sprawi, że będziesz bardziej obytą osobą. Mój przykład: Po przeczytaniu książki Jasona Hunta „Bloger” wdrożyłem zmiany, które znacząco przyspieszyły rozwój bloga.
  4. Działalność społeczna – teoretycznie działalność dla społeczeństwa jest formą wolontariatu, ale jednak zasługuje na osobne wyróżnienie. Wynika to z faktu, że ciężko oderwać całkowicie społecznikostwo od aktywności politycznej. Osobiście uważam, że zaangażowanie polityczne winno być obywatelskim obowiązkiem, ale nie wszyscy chcą to robić – alternatywą jest więc wolontariat. 

A co z rozwijaniem pasji?

Mógłbym powiedzieć, że w zasadzie każda pasja jest dobra, choć nie wszystkie można traktować jak inwestycję w siebie. Osobiście nie mogę przekonać się do wszelkiego kolekcjonerstwa, które jest dość drogą sprawą, a ewentualną wymierną korzyść dostrzegam jedynie we wzroście wartości kolekcji w czasie. Dla kontrprzykładu uważam, że podróże poszerzają horyzonty i zawsze po wakacjach mam głowę pełną pomysłów i inspiracji w pracy kreatywnej (choć w moim przypadku są to zwykłe wakacje, a nie inwestycje w podróż życia).

Granica pomiędzy wydawaniem pieniędzy na przyjemności, a świadomym wyborem nastawionym na przyszłe korzyści jest jednak dość cienka i zdecydowanie łatwiej ją przekroczyć w stronę przyjemności. Nie chciałbym tu ustalać żadnych kryteriów – po prostu jeśli jesteś głęboko przekonany, że Twoja pasja to jest to, to po prostu wydaj pieniądze bez żalu ;).

Lokata vs Giełda vs Ty sam – porównajmy stopę zwrotu.

Wyobraź sobie, że masz 10 tysięcy wolnych środków. W co je zainwestujesz? Standardowa odpowiedź z jaką się spotykam to lokata, giełda, czasem jakiś fundusz. Bardziej ambitni proponują podnajem mieszkań w dużych miastach. Bardzo rzadko spotykam się z odpowiedzią typu kurs językowy, międzynarodowy certyfikat branżowy. A szkoda, bo to inwestycja o wielokrotnie wyższej stopie zwrotu.

Na dobrej lokacie można obecnie wyciągnąć jakieś 2%, czyli 200zł z 10 tysięcy. Aktywna gra na giełdzie i przy sporym ryzyku może dać nawet 20, no powiedzmy 30%. Dla porównania stopa zwrotu do wyciągnięcia z własnego biznesu to nawet kilka tysięcy procent. Owszem nie będzie to łatwe, ale jest pewne ale. Mianowicie podniesienie kwalifikacji nie tylko daje Ci przewagę nad konkurencją w przypadku prowadzenia własnej firmy, ale też daje większe możliwości awansu w karierze korporacyjnej. Nie bez powodu duże firmy stale szkolą swoich pracowników, a dyrektorów przed awansem wysyłają na specjalistyczne kursy.

Info: Szukając raportów na ten temat znalazłem co prawda starą (2015), ale dającą pewien obraz informację na temat stóp zwrotu z inwestycji w pracownika. Według raportu PwC każda złotówka wydana na pracownika daje 0,6 zł zysku. Daje to ROI=60%. Całkiem nieźle prawda?

Porównanie powyżej ma jednak pewną wadę – nie uwzględnia etapu życia i aktualnych potrzeb. Chcę jasno powiedzieć, że nie zawsze lokata będzie gorszym rozwiązaniem niż własny projekt. Własna firma czy inwestycja w dodatkowe studia prawdopodobnie będą dobrym rozwiązaniem dla młodej osoby, ale dla faceta po 40-tce z kredytem hipotecznym i dwójką dzieci, które lada dzień pójdą na studia już nie koniecznie.

Ryzyko inwestowania w siebie

Inwestując w siebie ryzykujesz pieniądze, ale otrzymujesz niematerialny potencjał, który możesz zmaterializować na różne sposoby. Ten potencjał będzie z Tobą przez całe życie, a przynajmniej do końca cyklu życia poznanej technologii. Czasu jest więc sporo. Większym ryzykiem jest natomiast trafienie na kiepską inwestycję – mizerne szkolenie lub bezużyteczny certyfikat. Na szczęście research w internecie często wystarcza do podjęcia decyzji .

Drugą kwestią jest ryzyko straty czasu, jednak to w dużej mierze zależy od organizacji pracy i indywidualnego podejścia. Jeśli dokształcasz się w czasie wolnym, a nie dlatego, że szef Cię wysłał na szkolenie to w moim odczuciu ryzykujesz niewiele. Natomiast jeśli właśnie rzuciłeś pracę żeby założyć firmę to każdy dzień opóźnienia projektu staje się dla Ciebie kosztem finansowym i dodatkową presją.

Większym ryzykiem są pokusy nadużyć. Wypad na piwo w Berlinie raczej nie będzie „inspirującą podróżą”, a kurs nurkowania w Egipcie raczej się nie zwróci, jeśli nie prowadzisz serwisu o nurkowaniu lub sklepu ze sprzętem. Lepszą inwestycją będzie lokata na 2%, a tego typu wypady lepiej finansować ze skarbonki „na zachcianki”.

Podsumowanie

Pomimo, że „inwestowanie w siebie” może wydawać się bardzo uznaniowe, można nad tym zapanować i naprawdę dobrze na tym wyjść. Najważniejsze jest, i powtórzę to kolejny raz, świadome podejście do sprawy. Pieniądze jest łatwo wydać, ale ciężko zarobić, więc jeśli się chcesz naprawdę mądrze je zainwestować przemyśl to trzy razy.

Pamiętaj też, że młodym jest się tylko raz i to jest dobry czas na inwestowanie w siebie. To wymaga odwagi, ale to właśnie do odważnych świat należy.

A czy Ty już zainwestowałeś w siebie?

Zostaw komentarz