Dlaczego wróciłem do blogowania? Kulisy powrotu i zapowiedź sezonu wiosna 2021

Sześć wpisów w trzy miesiące. Gdy zaczynałem prowadzić „Finanse od Podstaw” pewnie złapałbym się za głowę na samą myśl, że 2 artykuły miesięcznie to może być sukces. Dziś jednak właśnie tak na to patrzę, ponieważ faktem jest że udało się wskrzesić bloga i rozpocząć nowy etap w jego rozwoju.

Dziś pokazuję kulisy powrotu, podsumowuję to co udało się osiągnąć i to co nie wyszło, a także przedstawiam ostrożne plany na przyszłość.

Dlaczego przestałem pisać?

Weterani wśród czytelników wiedzą, że w poprzednich latach dzieliłem się swoimi planami na kolejny rok. W przeciwieństwie do wielu noworocznych planów większości ludzi moje zazwyczaj wychodziły. Niestety wiele z nich spychało bloga na dalszy plan, przez co pisałem coraz rzadziej. Mimo, że dopiero rok 2019 był wyraźnie gorszy pod względem liczny nowych artykułów, pierwsze symptomy spadku tempa pojawiły się ponad rok wcześniej. Popyt na nowe treści jednak cały czas się utrzymywał, zainteresowanie ze strony reklamodawców przewyższało moje oczekiwania, a tematy pojawiały się jak grzyby po deszczu. Co zatem nie zagrało?

Mniej więcej w 2017 – u szczytu popularności bloga coraz więcej osób zaczęło mnie traktować jak eksperta. Wiedziałem, że nim nie jestem, lecz dążyłem do tego, żeby przeskoczyć o dwa poziomy wyżej. Mój niedościgniony blogerski wzór – Michał Szafrański świecił kolejne triumfy, a ja jako student, który pisze o tym jak optymalizować koszty, żeby zaoszczędzić coś na marnym studenckim wikcie, chciałem mu dorównać. Wtedy zaczął mnie zżerać perfekcjonizm.

Artykuły, które miały dobry feedback i były napisane językiem w sam raz dla studenta, zaczęły mi się wydawać kiepskie. Dodatkowo presja ze strony potencjalnych sponsorów, na pisanie w tematach, o których z perspektywy dzisiejszych doświadczeń nie miałem wystarczającego pojęcia jeszcze bardziej zmuszała mnie do pisania dłuższych, bardziej kompleksowych, ale niekoniecznie lepszych wpisów.

Ofiarą wewnętrznej presji stał się blog. Coraz częściej dochodziło do sytuacji, że nie czułem się na siłach do publikowania kolejnych wpisów, mimo że patrząc z perspektywy czasu byłem do nich wystarczająco przygotowany. Ostatecznie w 2019 pojawiło się tylko 16 wpisów (z czego 6 postanowiłem usunąć lub tymczasowo wyłączyć do czasu poprawienia),a w 2020 tylko jeden(!) i to usunięty.

Pisanie przestało mi sprawiać radość, a do tego po drodze czekało mnie kilka sporych wyzwań. Spore zmiany życiowe, konieczność napisania pracy magisterskiej pod presją czasu (ocenionej później na ocenę celującą) oraz przejście z modelu freelancera na etatowca, które choć było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu to wymagało ode mnie przestawienia trybu życia. Jednym zdaniem: ostatnie dwa lata to nie był dobry moment na blogowanie.

Motywację daliście Wy – czytelnicy

W połowie ubiegłego roku do długiej rozpiski zobowiązań czasowych doszły studia doktoranckie. Gdy tylko ponownie dostałem się na uczelnie zrobiłem przegląd projektów, które trzeba zamknąć by znaleźć czas na naukę. Nie trudno zgadnąć, że na szczycie listy był nieaktywny od prawie roku blog. W listopadzie byłem zdeterminowany sprzedać interes, jednak w celu wyceny musiałem zajrzeć w statystyki.

Kulisy powrotu - statystyki
To mi dało ostatecznego kopa do działania 🙂

I wtedy coś się zmieniło. Zrozumiałem, że pozostawienie ponad 53 tysięcy osób, które od stycznia do października 2020 odwiedziły bloga na pastwę firmy skupującej strony pod SEO – bo zapewne taki byłby przyszły nabywca, byłoby dużym błędem! Dodatkowo nie miałbym gwarancji, że firma nie próbowałaby dalej posługiwać się moim nazwiskiem, co byłoby dla mnie dużym dyskomfortem. Z kolei dalsze utrzymywanie bloga choć nie byłoby dużym wydatkiem byłoby dla mnie wyrzutem sumienia.

Decyzja mogła zatem być tylko jedna – trzeba wziąć to na klatę i działać dalej!

Kulisy powrotu – przygotowania do restartu

Pod koniec grudnia rozpocząłem przygotowania do restartu. Powstał plan, lista rzeczy do zrobienia i założenia finansowe. O ile to ostatnie absolutnie nie było konieczne – utrzymanie bloga nie jest drogim hobby, to jednak wewnętrzna ambicja i dusza przedsiębiorcy kazały mi postanowić, że w 2021 roku przychody z bloga pokryją koszty działalności. Mimo to nie chciałem iść na łatwiznę i sięgnąć po najprostszy zarobek – linki SEO, tylko pokonać swoje największe demony i zacząć od afiliacji, czyli od linków do polecanych przeze mnie produktów.

Przez 6 ostatnich lat absurdalnie się przed tym wzbraniałem, choć wszelkie kalkulacje pokazywały, że byłbym dziś o kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych do przodu, gdybym tylko zdecydował się zarabiać na tym co i tak ochoczo polecałem i nadal polecam. Po „wielkim restarcie” postanowiłem to zmienić i tak pierwsze linki afiliacyjne pojawiły się w zaktualizowanym zestawieniu polecanych książek ekonomicznych, a później we wpisie o zakupie używanego komputera. Równolegle uruchomiłem podstronę z promocjami bankowymi, a także gdzieniegdzie umieściłem linki w starszych wpisach. Efekt? Przez pierwsze dwa miesiące uzbierałem na opłacenie hostingu – niewiele, ale ważny kawałek celu został zrealizowany.  

Afiliacja nie była jednak największym wyzwaniem. Zdecydowanie ważniejsze było utrzymanie regularności publikacji. Początkowy plan zakładał publikację lub gruntowną aktualizację wpisu raz w tygodniu. Szybko został zweryfikowany na połowę z tego, a w efekcie wyszło 6 wpisów w ciągu 3 miesięcy. Teoretycznie – porażka. W praktyce – blog stanął na nogi.

Ostatnim i największym wyzwaniem jest jednak odbudowa społeczności. Gdy zaczynałem prowadzić Finanse od Podstaw blog miał wielu regularnych czytelników, jednak gdy popularność bloga rosła baza stałych fanów przyrastała bardzo powoli. Ponad roczna przerwa niemal definitywnie zabiła i tak niewielką społeczność, przez co konieczne jest jej odbudowanie, a docelowo powiększenie.

Pierwsze efekty w tym zakresie napawają jednak optymizmem. Po wznowieniu newslettera w „nowej” części bazy współczynnik otwarć i kliknięć w linki zdecydowanie przewyższa starszą część bazy a na Facebooku, od początku roku powoli, aczkolwiek stale przyrasta liczba obserwujących.

Pomimo dobrych sygnałów nie obyło się jednak bez trudnych decyzji. Z bloga usnąłem prawie co trzeci wpis. Niestety w ciągu tych wszystkich lat opublikowałem masę zbędnych i zbyt odbiegających od tematu przemyśleń, które nie dość, że niczego nie wnosiły, to jeszcze mogły zniechęcać. Choć ucierpiało na tym SEO (około 1-1,5 tys. odsłon mniej w ciągu miesiąca) to uważam, że była to potrzebna i w długiej perspektywie opłacalna decyzja.

Co dalej, czyli zapowiedź sezonu wiosna 2021

Chociaż nie wszystko poszło jak należy, faktem jest, że blog skutecznie wznowił funkcjonowanie. Co więcej dziś już jestem pewien, że jeśli zdrowie dopisze i nic po drodze nie wywróci mojego życia do góry nogami to w ciągu najbliższych 3 miesięcy również pojawi się kilka ciekawych wpisów.

W sezonie zimowym skupiłem się na finansach osobistych, które od początku są głównym filarem bloga. Wiosną również ukażą się nowe materiały na ten temat, a ponadto pojawią się wpisy o zarabianiu i własnej firmie. Oprócz tego blog zostanie wzbogacony o podcast, którego pierwszy odcinek już czeka na publikację, a kolejne są już skrupulatnie zaplanowane.

W najbliższym czasie najciekawszy wydaje się jednak temat własnej firmy, ponieważ od 2 kwietnia ponownie zostałem przedsiębiorcą. Częściowo złamałem tym samym dane sobie samemu słowo, ponieważ decydując się w zeszłym roku na etat obiecałem sobie, że poczekam z próbą rozwoju własnego biznesu przez kilka lat. Co prawda etat pozostaje moim podstawowym źródłem dochodu, ale biznes próżni nie lubi, a twarde przesłanki pokazują, że lada dzień pojawią się pierwsze wystawione faktury w związku z rozwojem bloga.

Wiosna również będzie czasem odbudowy profili w Social Mediach. Fanpage na Facebooku zaczął ponownie funkcjonować wraz z blogiem, ale głównym kanałem w SM będzie grupa na Facebooku oraz Instagram. Pozostałe kanały, w których od czasu do czasu coś się pojawiało ostatecznie olewam, bo kluczowy jest dla mnie newsletter. To właśnie w tym kanale dokonały się największe zmiany (m.in. nowe arkusze dla subskrybentów).

Otwartą kwestią pozostają płatne treści – kursy i e-booki. Od pewnego czasu trzymam w tym zakresie asy w rękawie. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku je rozegram, ale czy wiosna będzie odpowiednim momentem…? Póki co zostawię to dla siebie.

Cokolwiek nie ukazałoby się na blogu-  robię to dla Was

Dlatego chętnie wsłuchuję się w komentarze i pytania, które od czasu do czasu spływają na maila. Zależy mi jednak na tym, żeby blog był bardziej interaktywny i przede wszystkim dopasowany do Waszych potrzeb. Dlatego gorąco zachęcam do interakcji – zadawania pytań i proponowania tematów do poruszenia. Pomimo, że na mojej liście widnieje grubo ponad 200 pomysłów to wiem, że nie wyczerpałem liczby tematów, które Was interesują. Chętnie dowiem się co siedzi w głowach moich czytelników, dlatego po raz kolejny zapraszam do kontaktu.

Najprościej zrobić to przez formularz poniżej – wystarczy, że wpiszesz swoje imię, e-mail i to co masz mi do powiedzenia. Jeśli wyślesz mi wiadomość za jego pośrednictwem, na pewno otrzymasz odpowiedź.

    Tak właśnie wyglądają moje kulisy powrotu do blogowania :).

    Miłego dnia!

    ODBIERZ BEZPŁATNE ARKUSZE!

    Dołącz do grona subskrybentów tego newslettera i odbierz bezpłatne arkusze, które pomogą Ci zapanować na domowym budżetem!

    Leave a Comment